Czasem dochodzimy do takiego punktu gdzie zaciera nam się granica pomiędzy naszymi marzeniami, a pomiędzy naszymi pragnieniami. Musimy się wtedy zatrzymać jeszcze raz wszystko przemyśleć. Trzeba sobie wtedy zadać pytanie czy doszedłem już może do takiego momentu gdzie moje myśli się skrystalizowały ? Wtedy właśnie powinniśmy przestać patrzeć na świat. Ten świat pędzi za szybko, żeby dostrzec to co się w nas zmienia. Jesteśmy tylko dla niego procesem. To co teraz czujemy to tylko okres życia zanotowany w jakiejś książce psychologicznej.
Nikt nie jest zdrowy. Wszystko jest chorobą. Jesteśmy źli, ale mało co jest dobre. Czym dalej dociera medycyna tym więcej chorób poznajemy.
Trzeba sobie w tym wszystkim na spokojnie znaleźć cel. Który albo będzie nam wydawał szczytny, albo co najmniej interesujący. Wnieść do tego świata cokolwiek to naprawdę trudne zadanie. Ciągle w głowie mam tych Irańczyków, oraz dyskusję z nimi czym jest Bóg.
Co jest dla mnie w życiu ważne. Na pewno miejsce, które będę uwielbiał, razem z ludźmi, których „pokocham”.
27 wrz
zawieszenie
4 wrz
urodziny
Po urodzinach.
Jeszcze takich urodzin nie miałem. Wszystko zaczęło się od napiwku od hindusa na weselu. Wyciągnął 10 funtów i dał mi w łapkę. Wyglądało to jak kupowanie jakiegoś narkotyku. Oczywiście nie było nic w tym zdrożnego. „Za pół godziny moje urodziny, a ja ciągle w pracy.” – myślę sobie. Akurat tego dnia bardzo miło mi się pracowało. Pierwsze życzenia złożył mi buddysta, tybetańskiego pochodzenia. W końcu przerwa w pracy. Tak sobie ułożyłem pracę, żeby była akurat o północy. Nałożyłem sobie cały talerz ciapackiego jedzenia, które uwielbiam . Wszystko oczywiście cholernie ostre (takie jak lubię.). Potem poczęstowałem się tortem „urodzinowym”. Był to ostatni dzień mojej pracy. Bardzo lubiłem tą prace zwłaszcza z tą firmą. Wychodzę z przyjęcia, trochę zmęczony, ale ogólnie z dobrym humorem. Polacy jakimś cudem znaleźni wódkę (likier grecki 37 %), nie wnikam dokładnie co to jest patrzę tylko na wolty. Brygada polaków rozchodzi się po całym Londynie. Zostaje nas tylko czwórka, kobietki nie chcą pić wódki. Jest problem. Nie ma zapojki. Trudno pijemy bez niej. Super to w końcu likier. Wsiadamy do autobusu (piętrusa). Już zaczyna robić się kolorowo. Obok mnie hiszpani próbują poderwać nasze koleżanki. Kalecząc polski, mówią coś w stylu „piękna kobieta”. Oni też próbują mnie nauczyć po hiszpańsku jak się mówi „piękna kobieta”. Zdecydowanie lepiej im to wychodzi niż mi. Wchodzimy w końcu ja piętro. A tam cały Londyn Anglicy, Polacy, Francuzi, czarni. Proszę anglika o zapojkę bo trzyma cole. Pije wódkę z francuską. Ładna była a ja nie byłem pijany. Zaczęliśmy rozmowę o Francji o piciu alkoholu, o Krakowie. Po prostu coś niesamowitego, tyle kultur a jeden język, alkoholu. „Vodka connecting people”. Niestety wszystko co dobre kończy się. Przesiadka dokupuje zapojkę. Jedziemy dalej. Zatrzymujemy się na przystanku podjeżdża do nas samochód z hindusami. Jeden z nich zadaje pytanie czy wiesz może gdzie jest Wilsden Greek. Po chwili, mówi ale ja wiem. Potem wyciąga pistolet na wodę. Daje nam po twarzy. Na króciutką chwilę trzeźwieje. Koło czwartej w nocy powrót do domu. Tam budzę moją zaspaną siostrę tylko po to by napić się wódki. Myślę sobie będą dwie reakcje albo będzie zła, albo będzie się śmiała. Na szczęście to drugie składa mi życzenia. Po czym pijemy wódkę. Mam już dość. Wymiotuje w 3 miejscach umywalka, łazienka i na końcu miednica. Ranek KAC. Ale miewałem owiele większe, tak zwany dobry kac, który nastawia nas na jeszcze lepszą zabawę. Dzień bez żadnej rewelacji raczej spokojny i bardzo miły. Czekam i nie mogę się doczekać na mojego kolegę z uczelni. W końcu pojawia się. W głośniczkach zaczyna lecieć dżem. Moja siostra zrobiła moje ulubione (ostatnio) danie „corma chicken”. Coś naprawdę wspaniałego, ma bardzo charakterystyczny smak. Wszystkim i tak smakuje tort. Siostra moja twierdzi oczywiście, że przypaliła biszkopt. Ale wszyscy biorą i tak po jednym kawałku więcej. W końcu kolimacyjna chwila dnia. Wyjazd na karnawał. Razem z Arkiem ruszamy w stronę miasta. Po chwili powrót ubikacja. Potem szybki powrót na drogę ku całonocnej imprezie. Najpierw wsiadamy w autobus nr 18. Dojeżdżamy do karnawału miasto wygląda. Jak by były jakieś zamieszki. W koło mnóstwo czarnych i mnóstwo śmieci. Karnawał w toku. Szukamy kogoś kto sprzedał by na „grass”. Na każdym rogu Jamajczyk i policjanci. W końcu udaje nam się kupić trawkę. Postanawiamy gdzieś to spalić na schodach. Nagle przysiadają się do nas dwie czarne „mamby” jak to mówi moja siostra. Dają nam bibułki i razem palimy jednego joint-a. Kobiety koło pięćdziesiątki z Etiopii. Paliły tą trawkę, jak Rosjanie wąchali klej na filmach dokumentalnych. Po machu, mówi jedna do drugiej łamanym angielskim „dzisiaj wszystko jest legalne ”, na to ta druga „nie dajcie się zwieść”. Po czym powiedziały, że znają kogoś z polski. Arek bardzo śmiesznie wyglądał jak palił to zielsko. Ja nic nie przypaliłem bo prawie nie umiałem. Po Arku było widać od razu. Etiopki nas opuszczają a my dalej ruszamy w świat. Idziemy po Felego. Kumpel Arka z liceum. Próbujemy dopalić to gdzie się da. Próbujemy sobie spalić w ciemnym zaułku. Chociaż, każda uliczka miasta była wtedy jasna. Uliczka nie jest pusta , ale my sobie i tak nic z tego nie robimy. Dostajemy jeszcze od Anglików, którzy idą do jakiegoś klubu ponad pół butelki bacardi z colą, kolejny prezent urodzinowy. Barcardi było o wiele lepsze niż całe to palenie. Po paleniu osobiście nić nie mam. Alkohol rozmywa nasze zmysły, radość czyni bardziej płyną, smutek i samotność jeszcze bardziej drastyczny. Idziemy na karnawał. Apogeum radości wszyscy tańczą. Podchodzi do mnie jakaś hiszpanka całują ją czule w policzek. Wszędzie tyle ludzi z różnych krajów. Czarni to trzeba im przyznać strasznie widowiskowo tańczą. Nagie ciała skąpo ubrane i to wszystko w jakimś niesamowitym ruchu, który przyprawia o dreszcze. Te krzyki ta wrzawa, aż chce się jeszcze. Zgubiłem Arka.
Szukam, ale nie mogę go odnaleźć. Pytam się pijany przechodniów czy nie widzieli mojego znajomego. No cóż taki żywot. Ale nagle idę sobie i ktoś wykrzykuje do mnie „wiśnia”. Spoglądam i spostrzegam mojego znajomego, ze Świdnika. Wyglądał on normalnie dla mnie całe życie jak jakiś Kubańczyk. Normalnie nie do poznania w tych warunkach. Znowu alkohol i porządnie skręcony joint. Najpierw kilka słów wymieniłem z Czejenem, potem z jakąś dziewczyną, która studiowała filologie rosyjską w Krakowie. Jestem w swoim żywiole. Potem przeprowadziłem nad wyraz interesującą rozmowę z taką dziewczyną, której imienia niestety nie pamiętam. Świetnie się z nią mi rozmawiała o bogu. Dowiedziałem się od niej po chwili, że tak naprawdę jest Niemką (bawarka). Urodziła się w Lublinie i do dziś rozmawia ze swoją matką po Polsku. Bardzo mnie zaskoczyła rozmowa z nią ponieważ używała, bardzo wyszukanego słownictwa, po polsku. Po moim pobycie na dość, krótkim w Londynie odkryłem, że język to rzeczywiście bogactwo. Są pewne słowa, które są tylko obecne w pewnych kulturach. Są nie wyrażalne w innym języku. Albo niektórzy językoznawcy próbują o nich pisać książki.
Opuszczam moich znajomych i wracam na Wembley. Metro nocą jest cudowne. Takie same sceny jak z węgierskiego filmu Pt „kontrolerzy”. Po drodze spotykam Irańczyków. Mężczyznę i kobietę. Nakręcony tematem z bawarką zaczynamy rozmawiać o Bogu. Iran kraj radykalnie islamski. Ona jest katoliczką, a on wierzy, że bóg jest energią. Zdecydowanie, bardziej spodobała mi się koncepcja tej kobiety. Wysiadam, na stacji metra, żegnam nowo poznanych Irańczyków. Żegnam się z nimi, a wydaje mi się jak bym ich znał od lat. Naprawdę dziwne uczucie.
Powrót się przedłuża czekam na autobus w Libijskiej knajpie. Jestem ja, murzynka, która cały czas kłamie i się z tego śmieje oraz dwóch Libańczyków. Murzynka twierdzi, że jest z Australii, ale potem mówi, że jednak nie. Śmiejemy się oczywiście we trójkę. Chociaż każdy inaczej. Ja z całej sytuacji, Libańczycy z murzynki, a murzynka śmieje z tego co mówi.
Nadjeżdża autobus, proszę kierowcę żeby mi powiedział, gdzie mam wysiąść.
Wysiadam w jakiejś murzyńskiej dzielnicy. Pytam się więc takiej jednej grubszej kobiety jak dotrzeć ona mi na to, że pokaże mi. Zaczęliśmy rozmawiać. W końcu po krótkiej chwili doszło do tematu, czemu czarni są tak bardzo agresywni. Mówi do mnie: „wyobraź sobie jakieś miłe zwierze”, ja na to do niej „pies haski”, ona do mnie na to „trochę zły przykład powiedz inne.”, zastanawiam się chwile i mówię – „krowa”. „Wyobraź sobie, że masz patyk i dzień w dzień szturchasz tą, krowę patykiem co ona w końcu robi.”. Może to nie jest usprawiedliwienie dla czarnych, ale można powiedzieć, że jest to jakieś uzasadnienie logiczne do ich poczynania. Ostatnie spotkanie tego dnia było z japończykami. Wymiata kilku słów. Kompletnie nie zrozumiała, kultura. Czytanie książek o nich niewiele da. Trzeba ich poznać od wewnątrz ich kraj i ich kulturę. Powrót do domu koło 5 rano. Walę w drzwi nie mogę dostukać, aby ktoś mi otworzył drzwi. W końcu się doczekałem. Wpadam do domu i padam na łóżko.
Trochę mi zeszło by opisać moje urodziny, ale tak właśnie będe pamietał moje 21 uorodziny. To wiek, który pozwala Ci w większości, krajów być pełnoprawnym obywatelem. Dla mnie to napewno będzie szczególny rok.
12 sie
dawna znajomość
Dzisiaj pojechałem po pieniądze za zrobioną stronę internetową na Ealing. Moja siostra wróciła z pracy, w której nie mogła spać więc była bardzo zmęczona. Pracowała z pół, Irlandka pół greczynką wychowaną w Anglii. Ta kobieta, z którą pracowała była jakaś dziwna podobno żyła tylko nocami. Cała noc zakończyła się w ten sposób, że moja siostra nie zmrużyła oka, a ta kobieta sowa zdrzemnęła się. Wstałem zjadłem śniadanie wykąpałem. Wykonałem oczywiście jeszcze więcej czynności, o których nie warto pisać. Albo są one wtłoczone w mój rytm życia, które nie stanowią czegoś, czym chciałbym się dzielić z innymi. Więc pojechałem na Ealing odebrać te pieniążki. Spotkałem gościa w umówionym miejscu. Weszliśmy do baru i niestety, zapytali mnie o dowód, a miałem się dzisiaj nie golić. To zadziwiające jak się nie ogolę przybywa mi około 5 lat. Musieliśmy się rozliczyć za pieniądze. Wtedy gość rzucił dla mnie irytujący tekst, widzisz jak dużo pieniędzy zarobiłeś. Miałem mu powiedzieć wtedy widzisz jak marnie zapłaciłeś. Ale się powstrzymałem bo jak na polskie warunki zapłacił dobrze, ale jak na angielskie to były śmieszne pieniądze. Wracam do domu po drodze spotykam polki. Pytam się o autobus. Jedna nawet ładna. Zaczęliśmy rozmowę dały mi po jednej herbacie z „Harodsa”. Nie wiem czy to taki polski gest, że Polacy się chcą wszystkim dzielić z innymi. To zadziwiające jesteśmy narodem, który w swoim kraju jest bardzo gościny zagranicą raczej interesowni. Ale o tym innym razem. Więc przyjąłem herbatki z „Harodsa” jutro z rana je skonsumuje. Zaczęliśmy rozmowę. Jedna z nich była w Angli 7 lat jedna rok obie koleżanki z liceum. Jedna świetnie angielski druga kiepsko. Rozmowa typowa, ale jednak kiedy zderza się człowiek z takimi ludźmi, którzy mają wielkie doświadczenie słucha ich bardzo uważnie. Przyjechał autobus i wsiadłem z tą ładniejszą. (wiem bardzo kiepskie kryterium oceny ludzi, ale to najbardziej prawdziwy męski punkt widzenia nie oszukując się ). Zaczęliśmy rozmawiać dziewczyna wyglądała bardzo młodo a miała za z ponad 25 lat wyglądała góra na 19. Mówiła chwila o tym, że pracowała u rodzin polskich i słowackich więc angielski słyszała tylko jak szła do sklepu. To jest dopiero upośledzenie. Siedzieć ponad rok a Anglii i nie łapać angielskiego. Zacząłem gadać coś o zwiedzaniu. Żałuje, że nie wiozłem numeru telefonu. Może warto było poznać tą kobietkę bliżej.
Wieczór nagle ktoś na gg przysyła mi wiadomość . JULITA moja znajoma, do której kiedyś coś czułem. Poznaliśmy się przez Internet. Bo kumpel z jej klasy dał mi numer osób z którymi mógł bym sobie pogadać na Internecie. Gadaliśmy tylko w autobusie jak wracałem z uczelni ale to też, rzadko. Teraz była w Monachium w pracy. Zadziwiające ona ma faceta i to jedyna chwila intymności jaką mogłem się z nią wymienić. Ja w Londynie ona w Monachium, ale ten świat jest pokręcony. Bardzo miło mnie zaskoczyła również tym, że wiedziała, że zbliżają się moje urodziny. W sumie to dziwna sprawa, bo nikogo to w sumie nie obchodzi. Wracają wspomnienia niekoniecznie te dobre. Z perspektywy czasu pozostaje nadzieje, że w życiu nabieramy coraz więcej doświadczenia by kierować lepiej swoim, życiem. Jutro muszę wstać do pracy. Jutro będzie kolejny dzień.
10 sie
pierwszy wpis
Dzisiaj jest 10 sierpnia. Tak jakoś postanowiłem opisywać co się zmienia wokół mnie, żeby obeserować jak zmienia się wszystko to co mnie otacza. Właśnie rozpoczyna się miesiąc mojego pobytu w Anglii. Będzie to nie tylko spis tego co się wydarzyło w ostatniich dniach, ale moje przemyślenia na temat tego co było. Bardzo czesto mam tak, że wspominam i pamietam rzeczy, które były kilka miesiecy temy a nie pamietam co robiłem wczoraj. Więc bedzie to zbiór moich reflekcji oraz obserwacji związanych z moją egzystencją, , która tak pulsuje sobie wsród 6 milardów egzystencji innych ludzi. Oscara Wilde, powiedział, że naszym zadaniem na świecie jest dać wyraz swojej indywidualności. Jest to nie zwykle trudne przy takiej ilości ludzi. Każdy z nas ma potrzebe czasem poczyć się kimś wyjątkowym. A czasem wystarczy poprostu czuć się dobrym człowiekiem.
Wieć zaczne opis od dzisiejszego dnia, który był monotony. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że minął miesiąc mojego pobytu w Londynie. Miesiąc, który pokazał, że jest tu coraz gorzej z pracą i coraz trudniej jest tutaj sobie ułożyć życie od nowa. Od rana przwywitała mnie wiedomość o nieudanej próbie zamachu na lotnisku w londynie. Okazało się, że 9 pakistanców chciało wysadzić samoloty. To bardzo dziwne rozmawiałem ostatnio z paskistanczykiem o imieniu ash dawno na swojej drodze nie spotkałem tak życzliwego i miłego człowieka. Emitowała od niego jakby wielka pokora do tego co spotkał na swoim, życiu. Znał conajmniej 3 języki. Rozmawialiśmy razem o islamie i mówilismy o tym, że ma wiele wspólnego z chrzecijaństwem. Przypomniał mi się też dzisiaj zamach na metro w tamtym roku. Moja siostra znalazla się wtedy w centrum tego całego bałaganu religijnego. Kilka minut później, a znalazła by się na tej stacji co wybuchła bomba. Opowiadała mi jak niosła walizke razem ze swoim chłopakiem do centrum, żeby dojechać do polski.
Myśle, że zgubione pieniądze to nic w porównaniu, ze zgubionymi cennymi myślami. Pieniądze pozwalają nam żyć jak ludzie. Nasze myśli zaś powodują to, że naprawde jesteśmy ludzmi.